top of page
Szukaj

Bezsilność i jak jej poczucie zmienia się wraz z perspektywą.

8 paź
10 minut(y) czytania


Myślę, że większość ludzi, jeśli nie każdy człowiek, doświadczyła kiedyś w swoim życiu momentu, w którym pojawiło się poczucie, że niezależnie od tego, co zrobi, sytuacja się nie zmieni. W obliczu trudnej sytuacji podejmujemy próby, szukamy rozwiązań, rozmawiamy, prosimy o pomoc, a czasem podejmujemy walkę. Mimo naszych starań problem pozostaje z nami. Z czasem może pojawić się myśl: „Już nic nie mogę zrobić”. To właśnie jeden z najbardziej charakterystycznych sygnałów doświadczania bezsilności.


Bezsilność nie jest tym samym co zmęczenie, smutek czy chwilowy brak motywacji. Jest stanem, w którym nasze poczucie sprawczości zostaje mocno nadwyrężone. Możemy dokładnie wiedzieć, czego chcemy i do czego dążymy, a jednocześnie nie widzieć żadnej realnej drogi, która mogłaby nas do tego celu doprowadzić.


Możemy próbować po raz kolejny, analizować sytuację z każdej możliwej strony i szukać kolejnych rozwiązań, ale jeśli nasze działania przez dłuższy czas nie przynoszą oczekiwanego efektu, zaczynamy tracić wiarę w to, że mamy jakikolwiek wpływ. Pojawia się poczucie utknięcia. Jakbyśmy stali przed zamkniętymi drzwiami i nie wiedzieli, czy istnieje jeszcze jakiś klucz. Tylko co zrobić, kiedy próbowaliśmy już wiele razy, nasze zasoby zostały nadwyrężone, a w końcu dopadła nas bezsilność?


Być może dobrym początkiem nie jest kolejna walka, ale poznanie przeciwnika.


Bezsilność często pojawia się wtedy, gdy człowiek przez dłuższy czas nie osiąga ważnego dla siebie celu, mimo podejmowanych starań. Może wtedy zacząć dochodzić do wniosku, że jego działania nie mają znaczenia. To właśnie dlatego bezsilność może być tak trudnym doświadczeniem. Bo nie odbiera nam jedynie energii. Może również odbierać nam przekonanie, że nasze decyzje, słowa i działania mają jakiekolwiek znaczenie.


Najczęściej pojawia się w sytuacjach, na które mamy ograniczony wpływ. Na przykład wtedy, gdy ktoś nas nie rozumie i nie jesteśmy w stanie sprawić, żeby zaczął rozumieć. Kiedy nie możemy samodzielnie naprawić ważnej dla nas relacji. Kiedy nie jesteśmy w stanie kontrolować zachowania bliskiej osoby. Kiedy wydarza się coś, czego nie da się cofnąć. Albo wtedy, gdy bardzo czegoś chcemy, ale ostateczna decyzja nie należy do nas.


Możliwych sytuacji wywołujących bezsilność jest oczywiście znacznie więcej. Łączy je jednak pewien wspólny element: zderzenie naszych potrzeb i oczekiwań z granicami naszego wpływu.


I właśnie te granice bywają dla nas szczególnie trudne do zaakceptowania. Chcemy wierzyć, że jeśli wystarczająco dużo zrobimy, pomyślimy, zaplanujemy i przypilnujemy, będziemy w stanie ochronić siebie przed wszystkim, co trudne. Potrzeba kontroli daje nam poczucie bezpieczeństwa. Pozwala wierzyć, że świat jest przewidywalny, a nasze działania prowadzą do określonych rezultatów.


Problem pojawia się wtedy, gdy życie pokazuje nam, że nie wszystko można przewidzieć, naprawić czy zmienić. Wtedy zaczynamy analizować. Wracamy myślami do rozmów. Zastanawiamy się, co mogliśmy powiedzieć inaczej. Odtwarzamy wydarzenia i szukamy momentu, w którym wszystko mogło potoczyć się inaczej. Próbujemy przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze. Czasami szukamy winy w sobie, ponieważ łatwiej jest uwierzyć, że „gdybym zrobiła coś inaczej, sytuacja wyglądałaby inaczej”, niż zaakceptować, że pewnych rzeczy po prostu nie mogliśmy kontrolować. W efekcie bezsilność może zacząć wpływać również na nasze poczucie własnej wartości. Możemy zacząć myśleć, że jesteśmy niewystarczający, zbyt słabi albo że nie staramy się wystarczająco mocno. Możemy porównywać się z innymi i zastanawiać, dlaczego oni potrafią sobie poradzić, podczas gdy my nie widzimy już żadnego rozwiązania.


Tymczasem brak możliwości zmiany sytuacji nie oznacza braku naszych kompetencji. Czasami problem nie polega na tym, że robimy za mało. Problem polega na tym, że próbujemy zrobić coś, co nie znajduje się w obszarze naszego wpływu. To bardzo ważne rozróżnienie.


Możemy wpływać na swoje zachowanie, ale nie możemy w pełni kontrolować zachowania drugiego człowieka. Możemy powiedzieć komuś, co czujemy, ale nie możemy zmusić go do zrozumienia naszych emocji. Możemy przeprosić, ale nie możemy zagwarantować, że druga osoba nam wybaczy. Możemy zadbać o relację, ale nie możemy samodzielnie utrzymać jej przy nas, jeśli druga strona nie chce w niej uczestniczyć. Możemy zrobić wszystko, co znajduje się po naszej stronie, a mimo to nie otrzymać rezultatu, którego najbardziej pragnęliśmy. I to jest jedna z najtrudniejszych lekcji dotyczących sprawczości: czasami zrobienie wszystkiego, co możemy, nadal nie wystarcza do osiągnięcia tego, czego chcemy.


Jak więc radzić sobie z bezsilnością?


Pierwszym krokiem może być jej zaakceptowanie.


Akceptacja bezsilności nie oznacza rezygnacji. Nie oznacza powiedzenia: „Nic nie mogę zrobić, więc nic nie robię”. Oznacza raczej uświadomienie sobie, na co rzeczywiście mamy wpływ, a na co nie. To różnica pomiędzy rezygnacją a realistycznym spojrzeniem na sytuację. Być może nie możesz zmienić czyjejś decyzji, ale możesz zdecydować, jaką postawisz granicę. Nie możesz zmienić przeszłości, ale możesz zdecydować, co z niej zabierzesz. Nie możesz sprawić, żeby ktoś Cię pokochał, ale możesz zdecydować, w jakich relacjach chcesz być. Nie możesz kontrolować wszystkich wydarzeń, ale możesz zadbać o swoje reakcje, wybory i sposób, w jaki traktujesz samą siebie. I właśnie tutaj pojawia się znaczenie perspektywy.


Ta sama sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej w zależności od tego, z jakiego miejsca na nią patrzymy. Kiedy jesteśmy w samym środku trudnego doświadczenia, widzimy przede wszystkim to, czego nie możemy zmienić. Wszystko, co znajduje się poza naszym wpływem, może wydawać się ogromne. Nasze możliwości natomiast stają się niewielkie. Perspektywa osoby znajdującej się wewnątrz problemu jest zupełnie inna niż perspektywa kogoś, kto patrzy na niego z pewnego dystansu. Kiedy cierpimy, trudno dostrzec alternatywy. Nasze myśli często koncentrują się wokół jednego pytania: „Jak mogę sprawić, żeby to się zmieniło?”. Jeśli przez długi czas nie znajdujemy odpowiedzi, zaczynamy zakładać, że odpowiedź nie istnieje.


Tymczasem czasami potrzebna jest zmiana samego pytania.


Zamiast: „Jak mogę sprawić, żeby sytuacja wyglądała inaczej?”, możemy zapytać: „Jak mogę przejść przez tę sytuację?”.


Zamiast: „Jak sprawić, żeby ta osoba się zmieniła?”, możemy zapytać: „Co mogę zrobić, jeśli ta osoba się nie zmieni?”.


Zamiast: „Jak cofnąć to, co się wydarzyło?”, możemy zapytać: „Jak chcę żyć od tego momentu?”.


Zmiana perspektywy nie oznacza udawania, że problemu nie ma. Nie polega na pozytywnym myśleniu za wszelką cenę ani przekonywaniu siebie, że „wszystko będzie dobrze”. Chodzi raczej o przesunięcie uwagi z tego, czego nie możemy kontrolować, na to, co nadal znajduje się w naszym zasięgu. Zamiast walczyć z bezsilnością, spróbuj ją zauważyć.


Pierwszym krokiem może być coś bardzo prostego — nazwanie tego, co się dzieje.


  • „Czuję się bezsilna”.


  • „Boję się, że nie mam na to wpływu”.


  • „Chciałabym to naprawić, ale nie mogę zrobić tego sama”.


  • „Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić”.


  • „Jestem zmęczona ciągłym próbując”.


Samo nazwanie emocji nie rozwiązuje problemu. Nie sprawia również, że trudna sytuacja nagle znika. Może jednak pozwolić przestać walczyć z samym faktem, że tak się czujemy.


A kiedy przestajemy walczyć z tym, co czujemy, pojawia się przestrzeń, żeby zobaczyć, czego naprawdę potrzebujemy.


Być może potrzebujemy odpoczynku. Być może wsparcia drugiej osoby. Być może rozmowy, która pozwoli spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Czasami potrzebujemy czasu, ponieważ nie każde rozwiązanie pojawia się od razu.


Czasami potrzebujemy również pozwolenia sobie na to, żeby przez chwilę niczego nie naprawiać.


Może to być szczególnie trudne dla osób, które przyzwyczaiły się do działania. Jeśli przez całe życie radziliśmy sobie poprzez planowanie, kontrolowanie i szukanie rozwiązań, zatrzymanie się może wydawać się kolejną formą porażki.


A przecież odpoczynek nie musi oznaczać poddania się.


Czasami zatrzymanie jest właśnie tym, co pozwala odzyskać siły potrzebne do podjęcia kolejnej decyzji.


Warto również pamiętać, że pierwsze rozwiązanie nie musi być idealne. Czasami wystarczy, że będzie kolejnym możliwym krokiem.


Nie musimy od razu wiedzieć, jak zakończy się cała historia. Możemy zastanowić się tylko nad tym, co możemy zrobić dzisiaj.


Jeden telefon.


Jedna rozmowa.


Jedna granica.


Jedna decyzja.


Jeden dzień odpoczynku.


Jeden krok w stronę osoby, której ufamy.


W sytuacji bezsilności nawet niewielkie działania mogą mieć znaczenie, ponieważ przywracają poczucie, że nadal jesteśmy uczestnikami własnego życia, a nie wyłącznie obserwatorami wydarzeń.


Pomocne może być wykonanie prostego ćwiczenia.


Weź kartkę i podziel ją na trzy części.


W pierwszej zapisz: „Mam na to wpływ”.


W drugiej: „Nie mam na to wpływu”.


W trzeciej: „Czego potrzebuję?”.


W pierwszej części możesz zapisać swoje decyzje, reakcje, granice, sposób komunikowania się, możliwość poproszenia o pomoc czy zadbania o siebie.


W drugiej zachowanie innych osób, przeszłość, cudze decyzje, opinie innych ludzi czy wydarzenia, których nie da się już cofnąć.


W trzeciej warto zadać sobie pytanie: czego potrzebuję, żeby przejść przez tę sytuację? Czy potrzebuję rozmowy? Odpoczynku? Wsparcia? Większej wiedzy? Czasu? A może pomocy kogoś, kto spojrzy na problem z boku?


Takie ćwiczenie może wydawać się bardzo proste, ale właśnie prostota może być jego największą zaletą. Kiedy wszystko znajduje się wyłącznie w naszej głowie, poszczególne problemy mogą się ze sobą mieszać. Przeniesienie ich na papier pozwala zobaczyć, gdzie rzeczywiście znajduje się granica naszego wpływu. Możemy wtedy zauważyć coś, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Być może okaże się, że nie możemy zmienić najważniejszego elementu sytuacji. Ale możemy zrobić coś innego. Możemy zdecydować, co zrobimy dalej. I właśnie ta różnica może być początkiem odzyskiwania sprawczości. Nie zawsze mamy wpływ na to, co nas spotyka. Mamy jednak możliwość stopniowego odzyskiwania wpływu na to, jak odpowiadamy na to, co się wydarza. Warto przy tym uważać na pułapkę nadmiernej odpowiedzialności. Kiedy zaczynamy skupiać się na tym, na co mamy wpływ, łatwo wpaść w drugą skrajność i uznać, że skoro możemy coś zrobić, to za wszystko odpowiadamy. To również nie jest prawdą. Sprawczość nie oznacza odpowiedzialności za cały świat. Możemy mieć wpływ na to, jak komunikujemy swoje potrzeby, ale nie jesteśmy odpowiedzialni za to, czy druga osoba je uszanuje. Możemy wybrać, jak postąpimy, ale nie możemy przewidzieć wszystkich konsekwencji. Możemy zadbać o siebie, ale nie zawsze możemy ochronić się przed cierpieniem. Dlatego zdrowa sprawczość znajduje się gdzieś pomiędzy poczuciem całkowitej kontroli a całkowitą bezradnością.


Nie chodzi o przekonanie: „Mogę wszystko”.


Nie chodzi również o: „Nie mogę nic”.


Bliższe prawdzie może być: „Nie mogę wszystkiego, ale pewne rzeczy nadal zależą ode mnie”.


I właśnie te „pewne rzeczy” mogą okazać się bardzo ważne.


Czasami odzyskiwanie sprawczości zaczyna się od bardzo małego obszaru. Od decyzji, że dzisiaj zrobimy coś dobrego dla siebie. Od powiedzenia „nie” tam, gdzie wcześniej zgadzaliśmy się wbrew sobie. Od poproszenia o pomoc. Od przyznania, że czegoś nie wiemy. Od zaakceptowania, że nie jesteśmy w stanie uratować wszystkich i wszystkiego. Może się również okazać, że odzyskanie sprawczości będzie wymagało zmiany celu. To może być szczególnie trudne, ponieważ często utożsamiamy odpuszczenie konkretnego celu z porażką. Jeśli przez wiele miesięcy albo lat staraliśmy się osiągnąć coś, co było dla nas ważne, rezygnacja może wydawać się przyznaniem, że wszystkie wcześniejsze wysiłki nie miały sensu. Ale zmiana kierunku nie zawsze oznacza porażkę. Czasami oznacza, że zdobyliśmy nowe informacje. Wiemy już, czego próbowaliśmy. Wiemy, co nie zadziałało. Wiemy, jakie są nasze granice. Wiemy, ile kosztowała nas dotychczasowa walka. Możemy więc podjąć inną decyzję nie dlatego, że jesteśmy słabsi, ale dlatego, że lepiej rozumiemy sytuację. Być może właśnie wtedy bezsilność zaczyna pełnić inną funkcję. Przestaje być wyłącznie doświadczeniem, które nas zatrzymuje, a staje się informacją. Mówi nam: „Ten sposób działania już Ci nie służy”. Nie każda bezsilność musi prowadzić do działania. Czasami prowadzi do zaakceptowania faktu, że pewnych rzeczy nie da się zmienić. I może właśnie to jest jedna z najtrudniejszych form dojrzałości. Umiejętność rozpoznania momentu, w którym dalsza walka nie przybliża nas już do rozwiązania, tylko odbiera nam kolejne zasoby. Akceptacja nie zawsze przynosi ulgę od razu. Czasami najpierw przynosi smutek. Bo zaakceptowanie, że czegoś nie możemy zmienić, może oznaczać pożegnanie się z nadzieją, że sytuacja będzie wyglądała dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.


Możemy opłakiwać relację, której nie udało się uratować. Możemy żałować decyzji, której nie możemy już cofnąć. Możemy tęsknić za wersją życia, która okazała się niemożliwa. To wszystko również może być częścią odzyskiwania sprawczości. Nie musimy od razu znaleźć pozytywnej strony. Nie musimy natychmiast uznać, że „wszystko dzieje się po coś”. Nie każda trudna sytuacja ma łatwą lekcję. Czasami wystarczy przyznać: „To jest trudne i nie chciałam, żeby tak było”. Dopiero kiedy pozwolimy sobie zobaczyć rzeczywistość taką, jaka jest, możemy zacząć zastanawiać się, co możemy zrobić z tym, co pozostało. Perspektywa nie zmienia wydarzeń, które już się wydarzyły. Nie sprawia, że trudne doświadczenie przestaje być trudne. Nie odbiera bólu i nie daje gwarancji, że przyszłość będzie wyglądała tak, jak chcemy. Może jednak zmienić sposób, w jaki patrzymy na własne możliwości. Kiedy patrzymy z perspektywy bezsilności, widzimy przede wszystkim zamknięte drzwi. Kiedy robimy krok w tył, być może zauważamy, że obok znajduje się inne przejście. Nie zawsze. Czasami drzwi rzeczywiście pozostają zamknięte. Ale nawet wtedy możemy odkryć, że nasze życie nie kończy się na tych konkretnych drzwiach. Być może trzeba zawrócić. Być może trzeba poprosić kogoś o pomoc. Być może trzeba znaleźć inną drogę. A czasami trzeba po prostu usiąść i odpocząć, zanim zdecydujemy, co dalej.


Bezsilność nie musi więc oznaczać końca działania. Czasami jest sygnałem, że dotychczasowy sposób działania przestał być możliwy albo skuteczny. Być może potrzebujemy zmienić cel, poprosić o pomoc, postawić granicę, odpuścić coś, czego nie jesteśmy w stanie kontrolować, albo po prostu dać sobie czas. Najważniejsze może być jednak to, żeby nie mylić braku kontroli z brakiem wartości. To, że ktoś nas odrzucił, nie oznacza, że jesteśmy niewystarczający. To, że nie potrafiliśmy uratować relacji, nie oznacza, że nie potrafimy kochać. To, że wydarzyło się coś, czego nie mogliśmy przewidzieć, nie oznacza, że zawiedliśmy. Człowiek nie jest odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się wokół niego. Jesteśmy natomiast odpowiedzialni za stopniowe rozpoznawanie tego, co należy do nas gdzie kończy się możliwość kontrolowania świata, zaczyna się możliwość budowania własnej spraw. Naszych decyzji. Naszych granic. Naszych wartości. Naszych reakcji. Sposobu, w jaki traktujemy siebie. I czasami właśnie tam, gdzie kończy się możliwość kontrolowania świata, zaczyna się możliwość budowania własnej sprawczości. Nie zawsze mamy wpływ na to, co nas spotyka. Nie zawsze możemy zmienić czyjąś decyzję. Nie zawsze możemy naprawić przeszłość. Nie zawsze możemy zatrzymać stratę. Nie zawsze możemy sprawić, że ktoś nas zrozumie. Ale możemy próbować zdecydować, co zrobimy z tym, co wydarzyło się w naszym życiu. Możemy wybrać, czy poprosimy o pomoc. Możemy wybrać, czy postawimy granicę. Możemy wybrać, czy damy sobie czas. Możemy wybrać, czy nadal będziemy kierować całą energię w stronę zamkniętych drzwi, czy spróbujemy sprawdzić, co znajduje się obok. Być może właśnie na tym polega zmiana perspektywy. Nie na tym, że nagle zaczynamy widzieć świat jako łatwy. Nie na tym, że przestajemy czuć bezsilność. Ale na tym, że obok zdania „nie mogę tego zmienić” pojawia się kolejne: „Co więc mogę zrobić dla siebie?”. I być może odpowiedź na to pytanie nie będzie spektakularna. Może będzie bardzo mała. Może będzie nią odpoczynek. Rozmowa. Postawienie granicy. Poproszenie o pomoc. Rezygnacja z kolejnej próby kontrolowania czegoś, co od nas nie zależy. A może po prostu zgoda na to, że dzisiaj nie musimy jeszcze znać odpowiedzi. Bo sprawczość nie zawsze oznacza możliwość zmiany całej sytuacji. Czasami oznacza możliwość wykonania następnego kroku.

A czasami odwagę, żeby zaakceptować, że nie każdy krok musi prowadzić tam, gdzie początkowo planowaliśmy. Może prowadzić w zupełnie inne miejsce. I choć bezsilność potrafi sprawić, że trudno nam to zobaczyć, nasze życie nie zawsze kończy się tam, gdzie kończy się nasza kontrola. Czasami właśnie tam zaczyna się coś nowego — bardziej świadomego, spokojniejszego i opartego nie na przekonaniu, że możemy kontrolować wszystko, lecz na świadomości, że nawet w świecie, którego nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować, wciąż możemy mieć wpływ na to, jak w nim żyjemy.


 
 
 

Komentarze


bottom of page